Nowa Gwiazda

Aplikacja mobilna

Modlitwa

Adoracje

Media

Wioletta Ciołkiewicz - Poczuć żar ludzkich serc...29.10.2010

/ refleksje z podróży do Kazachstanu /

Prawdziwy pokój jest wartością, którą zdobywa się nie walką lecz modlitwą. Jest on darem Bożej miłości, płynie do człowieka wprost z Bożego Serca. O taki pokój zabiega w swych działaniach Communita Regina Della Pace. W Jerozolimie powstało centrum modlitwy o pokój i ma ono charakter ekumeniczny. W tym samym duchu narodził się pomysł, by kolejne centrum powstało w Kazachstanie. Pamiętając słowa papieża Jana Pawła II, że „Azja to nasze wspólne zadanie na trzecie tysiąclecie” z radością i zaciekawieniem przyjęliśmy zaproszenie ks. abpa Tomasza Pety, metropolity archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie. Otworzył przed nami gościnne drzwi kurii biskupiej i kapłańskie serce.

Kazachstan jest raczej mało znany w Polsce mimo związków historycznych i ilości osób polskiego pochodzenia, które tam mieszkają . Funkcjonują utarte stereotypy, że to zacofany region świata, a w rzeczywistości widać jego dynamiczny rozwój i modernizację. Kraj ma ambicje wejść do grupy 50 najbardziej rozwiniętych państw świata, czego wyrazem jest plan rozwoju "Kazachstan – 2030”. Prawdą jest jednak, że istnieją znaczne dysproporcje w poziomie życia na wsi i w dużych ośrodkach miejskich. Dlatego Kazachstan dzisiaj to kraj pełen kontrastów. Mogliśmy się o tym przekonać w trakcie naszej wizyty 17 sierpnia 2010 r.


Nowoczesna Astana

W krajobrazie dominuje step, na którym od wieków żyli Kazachowie. Teraz stał się on polem nowych inwestycji i projektów. Astana (w j. kazachskim „stolica”) jest zaprzeczeniem naszych banalnych wyobrażeń o Kazachstanie. Miasto zaprojektowano w myśl najnowszych trendów w budownictwie. Dominuje szkło i stal. Ze zdumieniem przyglądaliśmy się futurystycznej architekturze doskonale rozplanowanej w przestrzeni stepu. Oczarowały nas niesamowite konstrukcje, piękne rabaty kwiatowe oraz nocna symfonia świateł i barw. Nie wiem, czy większe wrażenie sprawia imponujący widok tego miasta, czy może świadomość jego rozwoju w tak zawrotnym tempie. Astana to bez wątpienia miasto z widokiem na przyszłość. Na kazachskim stepie wyrosło dumnie i okazale, budząc zdumienie i zachwyt. Stolica spełnia rangę symbolu rozwijającego się państwa. Co ciekawe, znajduje się niedaleko geograficznego centralnego punktu Euroazji na przecięciu szlaków handlowych, biegnących ze wschodu na zachód i z południa na północ. Warto mieć tego świadomość, bo w powszechnej opinii Kazachstan budzi skojarzenia z dzikim pustkowiem gdzieś na końcu świata.


Step

W 2001 r. do Astany przybył Ojciec Św. Jan Paweł II i przyniósł na kazachstańską ziemię błogosławieństwo pokoju. Ta wizyta odbiła się szerokim echem po całym kraju. Biorąc pod uwagę słowa papieża, że „Kazachstan jest przykładem harmonii pomiędzy narodami i religiami”, możemy mówić o realnym ekumenizmie w duchu poszanowania inności. Dla katolików miejscem szczególnym w stolicy jest bez wątpienia Katedra p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Wzniesiona z miłością na obrzeżach miasta leży obecnie w jego centrum. To, co jest w niej tak cenne i piękne to wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu, prowadzona tutaj nieprzerwanie od 2002 r. Przyjeżdżają na nią, czasem tylko na jedną noc, przedstawiciele wszystkich parafii w diecezji, a trzeba dodać, że z tej najdalszej mają do pokonania nawet 850 km. To wielkie świadectwo wiary i miłości tych ludzi. W trakcie naszego pobytu w Astanie gościem abpa metropolity Tomasza Pety był sekretarz Kongregacji Ewangelizacji Narodów abp Robert Sarah. Jego urząd zajmuje się misyjną działalnością Kościoła katolickiego. Na spotkaniu z hierarchą rozmawialiśmy o działalności stowarzyszenia i powstałym Tryptyku Jerozolimskim. Z wielką radością przyjął inicjatywę utworzenia w Kazachstanie/Azji kolejnego miejsca modlitwy o pokój. To spotkanie było wpisane w plan Bożej Opatrzności, ponieważ idea modlitwy o pokój jest spójna z działaniami na rzecz ewangelizacji narodów. Otrzymaliśmy błogosławieństwo dla nowego projektu i zachętę, by w przyszłości trud tworzenia modlitewnego centrum podjąć także w Afryce.


Katedra p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Astania

Z Astany wyruszyliśmy do Karagandy i okolic. Po przebyciu ok. 300 km drogi w szarym krajobrazie pól bezkresnego stepu trafiliśmy do innego świata. Nie spodziewaliśmy się, że to miejsce tak mocno poruszy nas w głębi serca. Okolice Karagandy robią przygnębiające wrażenie. W surowym klimacie wyrosło ogromne przemysłowe miasto, a wokół niego liczne kopalnie do eksploatacji złóż naturalnych. Ten dość ponury widok dymiących kominów i hałd węglowych przenika jeszcze świadomość męczeństwa i ofiar więźniów sowieckich obozów pracy. Tania siła robocza w postaci zesłańców była bezwzględnie wykorzystywana w rozbudowie przemysłu i rolnictwa. Miasto było kiedyś stolicą Karłagu - jednego z największych łagrów w dawnym ZSRR. Swym zasięgiem obejmował 3 regiony o łącznej powierzchni zbliżonej wielkością do obszaru Francji. Założony w 1930 r. po 12 latach zajmował 9 miejsce wśród 42 obozów NKWD. Według Sołżenicyna zginęło w nim blisko 1,5 miliona ludzi ! Umierali z głodu, zimna, przemęczenia. To oni budowali Karagandę i ciężko pracowali w pobliskich kopalniach i hutach. Wykonywali prace w lasach i gospodarstwach rolnych. Budowali drogi i linie kolejowe. Ta ziemia twarda i niegościnna zachłannie piła krew i pot. Dla wielu była miejscem bolesnych doświadczeń, dla wielu stała się domem na wieki.

W Spassku niedaleko Karagandy znajdował się specjalny podobóz przeznaczony dla jeńców wojennych i osób represjonowanych politycznie. To był zaledwie jeden oddział, gdzie w latach 1930-60 przebywało ok. miliona ludzi 47 narodowości. Pierwsze kroki skierowaliśmy na rozległe cmentarzysko z pomnikiem ku czci ofiar stalinizmu 1941-1957. Pośród wielu symbolicznych głazów jest również polska tablica z przejmującym napisem: „Polakom, ofiarom terroru stalinowskiego, którzy marząc o życiu w wolności, tu spoczęli w Panu na wieki”. W ciszy i zamyśleniu weszliśmy na teren cmentarza. Na ogrodzonej przestrzeni stepowej dominuje wielki drewniany krzyż, który stoi w otoczeniu rozsianych wśród trawy małych krzyży. Ziemia sucha i spękana zanosi skargę do Nieba. Kiedyś miejsce męczeństwa wielu narodów, dzisiaj miejsce pamięci dla potomnych. W takiej chwili można jedynie trwać na modlitwie…


Cmentarz w Spassku

Karaganda to miejsce wyjątkowe z różnych względów. Tu znajduje się jedyne w kraju i całej Azji Środkowej Wyższe Seminarium Duchowne p.w. Maryi Matki Kościoła. Dla mieszkańców Kazachstanu człowiek całkowicie oddany Bogu jest najmocniejszym świadkiem Jego obecności. Dowodem na to jest wielki szacunek dla Sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego. Był pierwszym księdzem katolickim w Karagandzie. Przez ponad 20 lat sprawował opiekę duszpasterską nad wiernymi różnych narodowości. Podejmował również działalność misyjną, wyjeżdżając do odległych miast i wsi całej sowieckiej Azji Środkowej. Apostoł Kazachstanu wielokrotnie więziony w obozach koncentracyjnych Gułagu. O postawie i pracy kapłanów w czasach prześladowań dowiadujemy się z ich życiorysów. Są najmocniejszym świadectwem kapłaństwa ewangelicznego. W Karagandzie szukaliśmy duchowego wsparcia przy grobie ks. Bukowińskiego. Stara katedra katolicka to skromny budynek, z zewnątrz całkiem niepozorny, ale wystarczy wejść do środka, by w ciszy serca poczuć w tym miejscu intensywność zanoszonej do Boga modlitwy.


Muzeum Pamięci Ofiar Politycznych Represji w Dolince

Z Karagandy pojechaliśmy do oddalonej 45 km małej miejscowości - Dolinki. Pobyt tutaj był dla nas szokujący. Kolejne miejsce martyrologii. Dolinka była kiedyś jednym z ośrodków Karłagu o wyjątkowym znaczeniu. Właśnie tutaj znajdowało się centrum dowodzenia całego obozu pracy. W okazałym budynku mieści się dzisiaj muzeum upamiętniające życie w łagrze. Nie funkcjonuje jeszcze w pełni, bo wciąż jest na etapie tworzenia, tak więc do zwiedzania udostępniono zaledwie kilka tematycznych sal. Cały obiekt nie pozostawia nikogo obojętnym. Na piętrze, gdzie kiedyś znajdowała się administracja dowództwa, oglądaliśmy plansze ukazujące rozmiar sowieckich represji na terenie byłego ZSRR. Obok nich umieszczono dokumenty obozowe i materiały historyczne: listy i wspomnienia zesłańców, artykuły z czasopism. Mapa całego Karłagu z licznymi ośrodkami i podobozami mocno przemówiła do naszej wyobraźni, ale to co poruszyło nas najbardziej i dość nieoczekiwanie… to sposób prezentacji zachowanych śladów obozowego życia. Kolejne sale dotyczą historii Dolinki i niestety nie oddają klimatu tragedii, jaka była udziałem wielu ludzi. Wstrząsające wrażenie sprawiają ekspozycje, przedstawiające łagier jako sprawnie działające przedsiębiorstwo rolniczo-przemysłowe, gdzie życie toczy się spokojnie i pogodnie. Na ścianach wiszą propagandowe zdjęcia uśmiechniętych ludzi w trakcie wykonywanych prac. W gablotach umieszczono eksponaty: pięknie haftowane serwety, starannie wytworzone narzędzia i przedmioty. W następnej sali wystawiono obrazy więziennych malarzy - romantyczne wiejskie widoczki. Całość prezentacji uzupełniają tablice z informacjami o życiu kulturalnym obozu oraz wyjątkowych dziełach, jakie tutaj powstały. Po takiej lekcji poglądowej w naszym sercu zrodziło się oczywiste pytanie o prawdę historyczną tego szczególnego miejsca i zasadniczą funkcję obiektu jako muzeum. W tym kontekście wystarczy dodać, że zwiedzaliśmy Muzeum Pamięci Ofiar Politycznych Represji, bo tak brzmi jego oficjalna nazwa. W głębi serca zadawaliśmy sobie pytanie, dlaczego to miejsce, które jest świadkiem wielu tragedii i nieszczęść, pozbawiono siły oddziaływania. Dlaczego nasza wrażliwość nie odnalazła tutaj właściwej powagi i godności. Nieliczne zdjęcia osób, które tutaj zakończyły życie to za mało, by z szacunkiem uczcić pamięć zmarłych i pobudzić do refleksji nad ich losem. Tym bardziej, że w podziemiach wyremontowano wszystkie pomieszczenia więzienne, komory i cele przesłuchań – czas zatarł ślady dramatycznych wydarzeń. A przecież w takim miejscu ze szczególnym respektem trzeba pochylić się nad tajemnicą bólu i cierpienia, bo życie ludzkie to najcenniejszy dar od Boga. Dolinka to mała wieś, która dźwiga brzemię przeszłości. Jadąc na tutejszy cmentarz „ Mamoczkino” mijaliśmy puste pola i ciągnące się wzdłuż drogi pniaki starych drzew. Niby zwykły szary widok… A okazało się, że tam również grzebano zmarłych. Śmierć była częstym gościem w zniewolonym świecie. Więźniowie zmagali się z potwornymi warunkami życia, głodowym wyżywieniem, morderczą pracą. Ziemia przykryła kości i stała się niemym świadkiem męczeństwa. Z okien samochodu spoglądaliśmy na wystające kikuty drzew, którym przyroda wyznaczyła role symbolicznych nagrobków. Przerażająca prawda… Gdyby wbić łopatę w ziemię, pocieknie z niej krew umęczonych tutaj zesłańców i jeńców wojennych z całego świata. Z modlitwą w sercu dotarliśmy na cmentarz – miejsce spoczynku niemowląt i księży. Dzieci, które rodziły się w łagrze, zabierano matkom i mordowano. Ten sam los spotykał księży, którzy narażali życie posługując deportowanym więźniom. W trawie spalonej słońcem tkwią małe metalowe krzyże, katolickie i prawosławne. Niektóre mają jeszcze tabliczki z imionami. Po raz kolejny popłynęła do Nieba nasza wspólna modlitwa…


Cmentarz w Dolince

Pielgrzymka po Kazachstanie zakończyła się w miejscu szczególnego kultu maryjnego. Mała niepozorna wieś na dalekiej północy kraju, otoczona ciszą i bezkresną przestrzenią. Oziornoje… bijące serce Azji Centralnej. Z dala od cywilizacji na świętej ziemi Kazachstanu zamieszkała Królowa Pokoju. Kustoszem Jej sanktuarium i towarzyszem naszej podróży był ks. proboszcz Lucjan Pocałuń. Opowiedział nam historię Oziornego oraz niezwykłe wydarzenie z roku 1941, postrzegane tutaj jako cud Bożej Opatrzności i wspominane ze łzami w oczach. Historia wsi rozpoczęła się w 1936 r. po przesiedleniu Polaków z Ukrainy. Wokół tylko pustka i step ciągnący się w nieskończoność. Pierwszy okres życia na zesłaniu był bardzo ciężki, wypełniony modlitwą i dramatyczną walką o przetrwanie. We wspomnieniach wielu ludzi zachowała się wdzięczność wobec prostego kazachskiego ludu, który pomagał zesłańcom przetrwać głód i trudny czas osiedlenia na stepie. Kazachowie okazywali Polakom zrozumienie i dobroć, byli przyjaciółmi w trudnych chwilach nowego życia na obcej ziemi. Te wydarzenia z przeszłości są pięknym świadectwem braterstwa, szacunku, życzliwości. Zima 1941 r. to ziemia skuta lodem i kolejna fala dotkliwego głodu. Ale Bóg nie zapomniał o mieszkańcach wioski, którzy od początku deportacji wypraszali łaski modlitwą różańcową. I oto 25 marca w święto Zwiastowania NMP zaczęło tworzyć się wielkie jezioro w pobliżu wioski. W ciągu zaledwie 3 dni z topniejącego śniegu powstał zbiornik wodny o długości 5 km i głębokości do 7 m. Jezioro w niewyjaśniony sposób szybko napełniło się rybami, które uratowały ludzi od śmierci głodowej. Gdy przyszła wolność, na pamiątkę tego wydarzenia i z potrzeby serca wzniesiono świątynię, a nad brzegiem wysychającego jeziora ustawiono figurę Matki Bożej z Ry¬bami.


Figura Matki Bożej z Rybami

I tak Oziornoje stało się celem pielgrzymek. Jan Paweł II nazwał to miejsce Narodowym Sanktuarium Maryjnym. Bez wątpienia dotykamy w nim głębi Bożej Tajemnicy. W odległości 12 km na Wołyńskiej Sopce stoi dwunastometrowy krzyż upamiętniający ofiary komunizmu. Na równinie stepowej jest doskonale widoczny . Od 1999 r. co roku spotyka się przy nim młodzież z całego Kazachstanu i innych krajów. Ta inicjatywa, jak i wiele innych w parafii jest zasługą ks.Tomasza Pety, który na początku swej misyjnej drogi przybył do Oziornego łowić ludzkie dusze i przez 9 lat był tam proboszczem. Stojąc na wzgórzu i patrząc w dal słyszeliśmy bicie naszych serc i wiatr unoszący do nieba słowa modlitwy o pokój. Chwila pełna napięcia… Otaczająca przestrzeń jest zaproszeniem, by z różańcem w dłoni wejść w tajemnicę sacrum. Tutaj Bóg czeka na człowieka. Czy może być miejsce bardziej godne na spotkanie niż ta ziemia przesiąknięta krwią i modlitwą, pełna prostoty i błogosławieństwa? Wystarczy spojrzeć dookoła… Przestrzeń to wolność, a step – sanktuarium. Tutaj Niebo „dotyka” ziemi nie tylko na linii widnokręgu. Tak naprawdę rzadko zdajemy sobie sprawę, że po ziemi tylko chodzimy, a gdzie żyjemy - od nas samych zależy. To człowiek wybiera życie z Bogiem lub bez Boga. Pokolenie zesłańców ocaliło i przekazało wiarę, nawet za cenę śmierci. Oni swoje życie oddali Bogu. Modlitwą i ofiarą zjednoczyli się z męką Jezusa.


Krzyż na Wołyńskiej Sopce


Widok na step i Oziornoje z Wołyńskiej Sopki

Dzisiaj mieszkańcy Oziornego i wszyscy przybywający tutaj pielgrzymi mogą uczestniczyć w adoracji Najświętszego Sakramentu. To czuwanie przy Bożym Sercu trwa codziennie od 14 lat. Wsparciem dla ludzi świeckich są kapłani i osoby zakonne. W parafii działają Siostry Służebniczki Niepokalanego Poczęcia NMP. Swój klasztor założyli Ojcowie Benedyktyni, a Siostry Karmelitanki - fundację pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego i Niepokalanego Serca Maryi. Ubóstwo przyrody i gwiaździste niebo sprzyjają wyciszeniu i kontemplacji. Położone pośród stepów obydwa klasztory są miejscem eucharystycznej obecności Jezusa. Karmel jest zamknięty przez klauzurę, ale jednocześnie otwarty na potrzeby i modlitwy ludzi. Siostry stworzyły wspólnotę miłości, która wszystkich przygarnia i umacnia. „Nieludzka ziemia” jest pełna miłości bliźniego, bo człowiek żyje tutaj nadzieją, a w prostocie bytu i surowości klimatu doznaje bliskiej obecności Boga. Kazachstańskie sanktuarium może stać się kolejną gwiazdą w koronie Matki Bożej Królowej Pokoju. W Oziornoje powstała pieśń: „Maryjo, Tyś mi otworzyła drzwi w stepy kazachskie i z różańcem w ręku wyszłaś mi na spotkanie”. Pragniemy, aby w tak niezwykłym miejscu, przed ołtarzem adoracji Najświętszego Sakramentu, wypraszano łaskę pokoju dla całego świata.


Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Oziornoje

Kazachstan to wyjątkowy kraj, wyróżniający się pod względem pokojowego współżycia ponad 120 nacji, dialogu międzyreligijnego i ekumenizmu. Jest to dar wysłużony krwią i łzami milionów niewinnych ofiar. W sercu Eurazji Kazachstan stworzył jedność w różnorodności narodowej i religijnej, ale potrzeba modlitwy wielu ludzi, by stał się ziemią obfitego plonu i znakiem nadziei dla świata. „Serce Kościoła w Azji będzie niespokojne, dopóki cała Azja nie spocznie w pokoju Chrystusa, zmartwychwstałym Panu.” (por. Ecclesia in Asia 10)

Jesteśmy wdzięczni J.E. abpowi Tomaszowi Pecie za zaproszenie do Kazachstanu i duchową pielgrzymkę po ziemi szczególnego świadectwa wiary i cierpienia. Z historią tego kraju przeplatają się losy setek tysięcy Polaków, poczynając od czasów powstań narodowych przeciwko zniewoleniu i rusyfikacji, a kończąc na represjach stalinowskich. Żyjące dzisiaj w Kazachstanie czwarte pokolenie polskich zesłańców wciąż pamięta o ojczystych korzeniach. A my korzystając z gościnności wielu osób mogliśmy podróżować przez ten wyjątkowy kraj, próbując dotknąć i zrozumieć jego naturę na tle bolesnych historycznych doświadczeń. Długie rozmowy na temat działalności misyjnej Kościoła oraz przesuwające się przed oczami surowe krajobrazy pozwoliły nam poczuć, jak mocno i wytrwale bije tutaj serce człowieka, który jest wierny Bogu.

Wioletta Ciołkiewicz

Gwiazdy

Betlejem
Medjugorje
Namyang
Oziornoje
Yamoussoukro
Kibeho

Multimedia

Polecamy

stat4u
Copyright